Czarodziej pod przykrywką biznesmena
Statystycznie nazwisko Nowak plasuje się w czołówce najpopularniejszych nazwisk polskich. Jednakże wśród „znanych” i „nieznanych” Nowaków jest postać absolutnie wyjątkowa. Mowa tutaj nie o popularnym cudotwórcy, lecz Grzegorzu Nowaku biznesmenie z Bierunia, który od dłuższego czasu pokazuje, iż rada miasta podejmuje uchwały zgodnie z jego przewidywaniami. Czyżby bieruński biznesmen był również wróżką lub czarodziejem?
Od roku 2005 rozpoczęła się fala cudów, które zawdzięczamy Grzegorzowi Nowakowi, być może kolejnym świadectwem niebywałych umiejętności będzie to, co zdarzy się w trakcie wrześniowej sesji rady miasta Bierunia?
Podobnie jak zagadkowa jest sprawa uchwał podejmowanych przez radę miasta, tak samo enigmatyczne wydaje się działanie rady miasta w odniesieniu do zagospodarowania przestrzeni w samym centrum Bierunia. Otóż tym razem niesamowite czar-mary miały sprawić, iż mieszkańcy nie spostrzegą, że przyjęty plan zagospodarowania terenu pod działalność handlową, usługową, gastronomiczną lub parking nie kryją za sobą powstania w przyszłości na tym obszarze kolejnego z supermarketów. Plan się chyba nie powiódł, a urok nie zadziałał, ponieważ mieszkańcy wyrazili protest wobec takiego działania, domyślając się, że tak olbrzymią kwotę za zakup jednego metra kwadratowego działki może wyłożyć jedynie wielkopowierzchniowy supermarket. Wskutek tego doszło do zmiany zapisu w planie zagospodarowania, gdzie zamiast handlu posłużono się sformułowaniem „a) usług nieuciążliwych, w zakresie usług hotelarskich, gastronomii oraz obsługi biznesu w zakresie biura i sale konferencyjne; b) pod parking powierzchniowy”. Po dokonanej zmianie planu zagospodarowania przestrzeni na horyzoncie pojawia się kupiec – Grzegorz Nowak i dokonuje finalizacji transakcji, na dogodnych warunkach, gdyż kwota doprawdy przyzwoita (150 zł za m2) jak za działkę przeznaczoną pod hotel.
(Nie)korzystne zmiany dla interesu miasta
Obserwując działania wyżej wymienionego biznesmena, można pokusić się o stwierdzenie, że dzięki swojemu czarowi i wdziękowi osobistemu zaoszczędził on ładnych parę milionów złotych, które bezpieczne pozostały w jego kieszeni. Co prawda do kieszeni nikt Panu Nowakowi nie zagląda, lecz wywnioskować można, iż wskutek sprytnych manipulacji i kolejnemu przegłosowanemu przez radę miasta wnioskowi, znów biznesmen niczym czarodziej rzucił urok na radnych, gdyż wystarczyło, by upłynęło trochę czasu i kolejny raz w zapisie planu zagospodarowania pojawiła się informacja o usługach handlowych, które rzekomo miały stworzyć możliwość otwarcia hotelowego kiosku.
Nikt jednak nie spodziewał się tego, że kiosk, którego asortyment ma wyczerpywać zapotrzebowanie hotelowych gości w założeniach będzie miał aż tak dużą powierzchnię…
Jak możemy przeczytać w gazecie samorządowej Bierunia pewna warszawska firma przedstawia wizję ambitnych planów, które określają, co ma powstać na działce należącej do Pana Nowaka. Otóż jak się okazuje kameralny kiosk nieco się rozrósł, gdyż na parterze o powierzchni 1700 m2 będą znajdywały się lokale handlowe, a na górnej kondygnacji usługowe. Dodajmy, że powierzchnia na lokale usługowe jest równie imponująca, ponieważ wynosi 900 m2.
Czyżby Pan Nowak pragnął pobić rekord Guinnessa stawiając w centrum Bierunia hotelowy kiosk?
Przecież w założeniach miał on być jedynie działalnością dodatkową…
Tymczasem, jak się okazuje priorytetem okazała się być właśnie działalność dodatkowa.
W planach zagospodarowania nie ma mowy o lokalach usługowych, za to są wzmianki o obsłudze biznesu – biurach i salach konferencyjnych.
Widać, że pracownicy warszawskiej firmy mają dużą wyobraźnię, ponieważ trudnym zadaniem jest wpaść na to, co poza biurem podatkowym, czy kancelarią prawną może znajdować się na aż dwóch piętrach biur i sal konferencyjnych?
Może przykładowo zakłady kosmetyczne będą prowadziły jedynie konsultacje, a Panie w ramach wizyty rozprawiały na organizowanych przez nie konferencjach?
Nieprzewidywanie wielki parking
W planie zagospodarowania zostało wyraźnie zaznaczone, iż na każde 100 m powierzchni handlowej i usługowej ma przysługiwać przynajmniej dwa miejsca parkingowe. Z prostego rachunku wynika, iż miejsc parkingowych powinno być 52, a w projekcie budowy zakładano jedynie 45 miejsc postojowych. Taka sytuacja powoduje, że na obszarze tym będzie gęsto od samochodów…
Co ciekawe mimo, iż projekt jest wbrew założeniom planu zagospodarowania przestrzeni zyskał aprobatę i pozwolenie na budowę.
Warszawska firma afiszując się w gazecie ze swoimi planami nie przedstawiła stanu faktycznego, tak przynajmniej twierdzi Krzysztof Kosteczko ze starostwa powiatowego, jakie dało zielone światło na budowę. Pan Krzysztof twierdzi, że dzierży w ręku projekt budowlany, którego zamierza się trzymać, a zgodnie z nim powierzchnia handlowa, to nie 1700, a odrobinę powyżej 900 metrów, natomiast powierzchnia podstawowa to kilkanaście metrów więcej.
Czy wszystko zatem jest ok?
Chyba nie, skoro według zapisów w planie powierzchnia podstawowa powinna zajmować racjonalnie więcej niż dodatkowa, a jest wręcz odwrotnie?
Dodajmy, że na powierzchnię dodatkową składają się magazyny, zaplecza i pomieszczenia socjalne…
Ciekawe jakiej powierzchni będzie lokal, w którym planuje się trzymanie mioteł?
Powierzchnia handlowa plus magazyny, to znacznie więcej niż łączna powierzchnia podstawowa, w składzie której ujmuje się również ogólnodostępne hole.
Opóźniony zapłon?
Zbulwersowani mieszkańcy nie pozostali obojętni wobec wyżej opisanego procederu. Jeszcze we wrześniu może się coś zmienić, ponieważ rada miasta ma dokonać kolejnej zmiany w planie. Ciekawe na czyją korzyść? Być może Pan Nowak znów omami radnych, którzy zezwolą na to, by uruchomił wybujałą wyobraźnię i postawił na tym miejscu to, co mu się żywnie podoba…
Z reguły miasto oficjalnie informuje o chęci dokonania zmian w tego typu planach, jednak w tym konkretnym wypadku jest nieco inaczej. Według prawa informacja powinna ukazać się w biuletynie, jednak kto w okresie wakacyjnym zagląda właśnie do niego?
Miasto zrobiło ten krok, czy jest on jednak na tyle oficjalny, by stwierdzić, że informacja o zmianach została wprost podana do informacji publicznej?
Jak się okazuje osoby zainteresowane zawsze dowiadują się na szarym końcu… Ci którzy śledzili bacznie sprawę dowiedzieli się o planowanych poczynaniach początkiem sierpnia, kiedy już niemożliwym było podjąć działania – minął termin zgłaszania uwag do planu.
Tym sposobem radni mają asa w rękawie w postaci argumentu, że nikt nie zgłosił zastrzeżeń, a uwagi do planu nie wpłynęły.
Nikt nie chce marketu, a z dużym prawdopodobieństwem market ten powstanie, co jest zgodne jedynie z wizją Pana Nowaka – bieruńskiego biznesmena i czarodzieja jak się zdaje.


