GAZETA „NA SŁUPA”
Do tej pory znany był proceder wyłudzania kredytów oraz wyłudzania VAT-u „na słupa”. Teraz w Lędzinach pojawiła się taka gazeta.
Na czym polega działalność „na słupa”?
Działalność „na słupa”, polega na tym, że poprzez podstawioną osobę – najczęściej bezrobotnego, menela, czasem osobę śmiertelnie chorą – popełnia się przestępstwo. To ona bierze kredyt, którego nie zamierza spłacać albo zakłada fikcyjną firmę, której jedyną działalnością jest wystawianie wysokich faktur, pozwalających rzekomym kontrahentom „odzyskiwać” VAT z urzędów skarbowych.
Kiedy proceder wychodzi na jaw, pod kodeksowe paragrafy podpada nie organizator całego procederu, lecz „słup”, który za użyczenie swojego nazwiska (dowodu osobistego, adresu) dostaje niewielki udział w zyskach.
Gazeta „na słupa”
No i właśnie w Lędzinach ukazała się gazeta, o nazwie „Wieści powiatowe Lędziny”. Gazeta opowiada o tym jak wspaniała jest tutejsza burmistrz Krystyna Wróbel i jak niecni, wredni i fałszywi są wszyscy jej przeciwnicy. Od kilkunastu dni mamy kampanię wyborczą, a w ich trakcie takie gazety nie są niczym niezwykłym. Wojna na gazety stała się już stałym elementem polskiego pejzażu wyborczego. Wydają je wszyscy liczący się kandydacie na prezydentów miast, burmistrzów, wydają ich rywale. Wydają komitety startujące do powiatu.
Zaangażowani redaktorzy
Rzecz jest o tyle dziwna, że wydawanie gazet przestępstwem nie jest. Wprawdzie kandydaci zazwyczaj sami ich nie firmują. Wolą, by bezpośrednio nie utożsamiano ich z atakami na rywali. Gazety te zazwyczaj wydają lokalni dziennikarze, właściciele miejscowych firm wydawniczych. Informacje o tym, kto jest wydawcą i redaktorem naczelnym zawsze znajdujemy w stopce redakcyjnej. Bo to redaktor naczelny jest osobą odpowiedzialną (także przed prawem), za zamieszczone w niej treści.
To gwarantuje, że dziennikarz taki jednak nie przekroczy granicy przyzwoitości, dobrego smaku, nie poda do wiadomości treści kompletnie nieprawdziwych. Raczej starannie przypomni i skomentuje wszystkie wpadki osoby, którą zamierza zdyskredytować. Wychwali pod niebiosa tego, kogo lansuje.
Były portier wydawcą gazet
„Wieści powiatowe. Lędziny” też mają taką stopkę redakcyjną. Dowiadujemy się z niej, że redaktorem naczelnym jest Jarosław Kuczek, zamieszkały w Tychach przy ulicy Barwnej 20. To ta leśna droga do granicy z Bojszowami i Bieruniem, przy której mieści się nowy tyski cmentarz komunalny. Pan Jarosław jednak nie jest wiecznym lokatorem cmentarza. Jego dom stoi w odległości 100 metrów od miejsca wiecznego spoczynku Tyszan.
I nijak nie jest dziennikarzem. Kiedyś był portierem w Bieruńskim ratuszu, ale został dyscyplinarnie zwolniony. Teraz nagle dawny portier wydał gazetę, i to gazetę bardzo profesjonalnie napisaną i opracowaną. Gazetę, która żonglując danymi fałszuje obraz miasta, jego relacji z powiatem – oraz atakuje wszystkich, z którymi pani burmistrz Lędzin ma na pieńku. Gazeta zarazem posiada bardzo dużą wiedzę o funkcjonowaniu miejskiego ratusza. Przytacza statystyki (też zresztą nie do końca prawdziwe lub zręcznie zmanipulowane), daty, liczby. Dziennikarz, który chciałby te dane zebrać musiałby poświęcić na to kilka tygodni. Dla burmistrza zgromadzenie ich to kilka godzin.
PRYWATNA GAZETA PANA KUCZKA LEŻY W MIEJSKICH OBIEKTACH NA HONOROWYM MIEJSCU. NATOMIAST GDY RADNI W LIPCU POWOŁALI NASZEGO REDAKTORA NACZELNEGO DO RADY PROGRAMOWEJ GAZETY SAMORZĄDOWEJ, BY DBAŁ O OBIEKTYWIZM – PANI BURMISTRZ ZAPRZESTAŁA JEJ WYDAWANIA. OBIEKTYWNA JE NIEPOTRZEBNA?
Urzędowy trop
Rodzi się pytanie, skąd dawny bieruński portier ma taką wiedzę. Oraz po co dawny bieruński portier zamieszkały w Tychach angażuje się w kampanię wyborczą Lędzin, z którymi nic go nie łączy? Jedyna odpowiedź jaka się nasuwa to ta, że jest on „słupem”. Bo przecież wydanie gazety kosztuje (druk, grafik komputerowy itd.). Więc po co pan Kuczek miałby to robić?
Dowodów nie mamy, ale dla nas jest oczywiste, że za „słupem” tym stoi pani burmistrz, Krystyna Wróbel. – Gdy byłem na miejskiej pływalni, zarządzanej przez miejską spółkę, gazetę tę wepchnęła mi do ręki jej pracownica, namawiając do głosowania na obecną burmistrz – mówi tutejszy radny Tomasz Kostyra – ja też ją dostałem od pracownicy samorządu, która roznosiła ją wieczorem po mojej dzielnicy – dodaje inny, zbulwersowany mieszkaniec miasta. Wychodzi więc na to, że w kolportaż prywatnej gazety pana Kuczka zaangażowane są służby miejskie.
– Mnie zdumiewa co innego – mówi Jeży Filar redaktor naczelny „Nowej Gazety”, której odrębne mutacje ukazują się na Bieruń i powiat mikołowski. Wydaje też na Śląsku kilka innych bezpłatnych gazet, wszystkie są bardzo ostre politycznie. I wyjaśnia: – Bardzo źle świadczy o ekipie politycznej, jeśli nie potrafi sobie znaleźć poważnego dziennikarza, który zechce swoim nazwiskiem firmować jej treści. Mnie też zdarza się robić gazety wyborcze, ale zawsze się do nich przyznaję. To z jednej strony zwiększa wiarygodność, z drugiej daje gwarancję, że nie przekroczy się granic przyzwoitości, dobrego smaku. I nie naruszy prawa. Ja osobiście w treści zawarte w gazecie z takim redaktorem naczelnym bym nie wierzył.
(AM)
Jakie jest Państwa zdanie w niniejszej sprawie?
Czy etycznym jest tworzenie fikcyjnego czasopisma na poczet wyborczej propagandy?
Artykuł pochodzi z Górnośląskiego Tygodnika Regionalnego „Echo”

