Od zawsze małe dziewczynki lubiły bawić się lalkami. Tak również było na Śląsku. Pamięć o dawnych dziewczęcych graczkach sięga daleko…
Jakimi lalkami bawiły się małe dziołchy?
Lalki były rozmaite: zdarzały się modele drewniane, gliniane czy nawet porcelanowe, ale niewiele jest źródeł, do których można sięgnąć by dowiedzieć się więcej na ich temat. Wspomnienia odtwarzane są najczęściej w oparciu o ustne przekazy. Wiadomym jest, że lalki były wykonane z różnego rodzaju materiałów, a dostępność do nich warunkował stopień zamożności rodziców.
Najczęściej lalki wykonywano z materiału i wypełniano trocinami. Wszelkie elementy takie jak oczy, usta, nos były wyszywane kolorowymi nićmi, po to by nadać lalce charakteru.
Samodzielnie szyto również ubranka dla tych lalek. W śląskiej gwarze taka szmaciana lalka przytulanka określana była jako bachroczek. Bachroczki w wersji ekskluzywnej miały porcelanowe buzie i rączki, jednak taką lalką trzeba było bawić się wyjątkowo ostrożnie, by delikatne porcelanowe elementy nie popękały. Plusem owej lali było to, że prezentowała się o wiele ładniej, a była lekka i można się było do niej przytulić.
Luksusowe lalki
Najdroższe modele lalek można spotkać w domach bogatych Ślązaków, którzy piastowali wysokie stanowiska i mieli dostęp do zagranicznych wyrobów. Z porcelanowymi lalkami paradowały dziołchy przemysłowców i właścicieli dużych zakładów produkcyjnych.
Na szczególną uwagę zasługiwały ubranka, w które odziane były lalki. Ich krój i zdobne wykończenia inspirowane były modą XIX wiecznych bogatych kobiet, które niegdyś spacerowały pod pięknymi parasolkami ulicami dużych miast.
Krótka historia kościanych lalek
Z czasem pojawił się nowy wynalazek, dzięki któremu lalki stały się bardziej powszechne. Owym wynalazkiem był materiał z jakiego można było lalki produkować – celuloid. To termoplastyczne tworzywo sztuczne powstałe z połączenia azotanu celulozy i kamfory było stosunkowo łatwe w obróbce, co sprawiało, że ukazały się wersje lalek z celuloidową głową.
Nie wiadomo do końca dlaczego, ale lalki te na Śląsku określano jako lalki z kości. Może to przez kolor albo odczucie w dotyku, jakie budziło takie skojarzenia.
Lalki te miały szereg plusów i minusów. Przede wszystkim graczki te były tanie, więc niemalże każda dziołcha miała taką zabawkę w domu. Za ceną szła jednak jakość, pozostawiająca wiele do życzenia. Celuloidowe lalki można było łatwo uszkodzić i przykładowo wgnieść do środka wystający element, podobnie jak to bywa w przypadku piłeczki pingpongowej. Dodatkowo syntetyk cechowała łatwopalność, co przyczyniło się do wycofania lalek z zabawkarskiego rynku.
Lalki z kości idą w odstawkę…
Konkurencję dla lalek celuloidowych stanowiły gumowe graczki, były one trwałe i równie łatwe w produkcji, dlatego też z czasem całkowicie podbiły serca dzieci, a lalki celuloidowe odeszły w zapomnienie.
Ciekawy punkt usługowy
Tuż obok zakładów szewskich, czy u fryzjera zwłaszcza w centrach dużych miast znajdowały się specjalne miejsca, w których uszkodzone lalki można było poddać naprawie.
Najczęściej była to reperacja drobnych pęknięć i innych mechanicznych uszkodzeń, dosztukowanie jakiegoś elementu lub wymiana rączki czy nóżki.
Po takim zabiegu lalka była prawie jak nowa i znów mogła sprawiać radość bawiącymi się nią dzieciom.
Obecnie ze względu na potężny rynek zabawkarski i stosunkowo niskie ceny niektórych graczek nie naprawia się ich, tylko kupuje nowe, a te stare wędrują do przysłowiowego lamusa lub są wyrzucane na hasiok.







