BARWY KAMPANII
Rozmowa z Markiem Nowarą, przewodniczącym Śląskiej Partii Regionalnej
Nie rozumieją Śląska
– Czemu ŚPR a nie RAŚ? W 2010 i 2014 roku RAŚ wprowadził swoich radnych do sejmików. Współrządzi województwem. Nagle zrezygnowaliście z tego świetnie znanego szyldu i idziecie pod innym: ŚPR…
– Ruch Autonomii Śląska, którego także jestem członkiem, był do tej pory najaktywniejszą śląską organizacją, która współrządziła regionem, ma też radnych w gminach (np. Katowicach, Chorzowie) i na pewno, jak słusznie Pan redaktor zauważył, RAŚ jest już znaną marką. Od lat RAŚ był ważnym uczestnikiem życia politycznego i społecznego na Śląsku. Z drugiej strony od kilku lat rodził się pomysł powołania do życia partii regionalnej, która będzie mogła skupić szerokie grono śląskich środowisk. Rok temu udało się doprowadzić do założenia Śląskiej Partii Regionalnej, która odpowiada na tę potrzebę śląskich regionalistów, a także wielu mieszkańców regionu, którzy czekali na powstanie takiej partii. Stowarzyszenie RAŚ dalej istnieje, ale postanowiliśmy by wszystkie cele polityczne były realizowane już przez ŚPR, dlatego w najbliższych wyborach samorządowych mieszkańcy na listach do głosowania znajdą ŚPR. Jest to odważny krok, ale regionaliści powinni wytyczać sobie ambitne plany. Tak też robimy. Chcielibyśmy sukcesywnie zmniejszać znaczenie partii warszawskich w regionalnym samorządzie. Choć formalnie jesteśmy partią, w przeciwieństwie do tych ogólnopolskich, my nie mamy swoich mocodawców w Warszawie, kreujemy nasz program, nasze działania tu na Śląsku.
– Ale szyld RAŚ jest mocniej rozpoznawalny!
– Pracowaliśmy na niego przez wiele lat. Ale przez rok włożyliśmy wiele pracy nad promocją szyldu ŚPR, a przede wszystkim licznych inicjatyw, które do tej pory podejmowaliśmy. Mówimy dużo o naszych postulatach programowych. Programie adresowanym nie tylko dla śląskich autochtonów, ale też dla wszystkich mieszkańców, którym leży na sercu rozwój naszego regiony oraz naszych małych lokalnych społeczeństw. Dla tych, którzy mają dość wojny polsko-polskiej ŚPR skupia się na naszych regionalnych problemach.
– Ten program to choćby 3 x VAT?
– Tak, to ważny element. Rzecz zupełnie normalna w europejskich krajach, w których to gminy, powiaty, regiony mają udział w podatku VAT. Należy on do najważniejszych składników budżetu państwa. Są kraje, gdzie samorządy dostają jego 20% i więcej. A w Polsce? Samorządy są kompletnie niedoinwestowane, brakuje im na podstawowe inwestycje. Dlatego mamy postulat 3 x VAT. 1% dla gminy, 1% dla powiatu, 1% dla województwa. To i tak niewiele, w porównaniu z krajami zachodniej Europy, ale chcemy otworzyć furtkę. Jeśli pieniądze te do nas wpłyną, pokażemy, że wydajemy je lepiej, niż warszawska centrala, a wtedy sukcesywnie można zwiększać udział samorządów w VAT. 1% z podatku VAT pozwoliłaby np. rozwiązać problemy transportowane w regionie. Należy o tym głośno mówić!
– Ale to leży w gestii sejmu, nie sejmiku wojewódzkiego!
– Zgadza się, ale wśród naszych postulatów są sprawy jak te, do realizacji których potrzebna jest wola polityczna poza naszym regionem oraz te, które są możliwe do realizacji przez regionalny samorząd (np. sprawy poprawy jakości edukacji, rozwoju transportu, publicznego, wprowadzenie edukacji regionalnej, przeciwdziałaniu wykluczeniu społecznemu). To, że pewnych kwestii nie jesteśmy w stanie rozwiązać z poziomu sejmiku, nie zwalnia nas to z obowiązku przypominania o tym, czy edukowania społeczeństwa w tym zakresie. Jako jedyne środowiska regionalne odpowiedzieliśmy np. na tzw. „plan dla Śląska”, który jakiś czas temu zaprezentował rząd. To pokazuje, że nie chcemy biernie patrzeć w stronę Warszawy, ale kreujemy politykę w regionie. A także staramy się zabierać głos w każdej dla regionu ważnej sprawie. Polska reforma samorządowa nigdy nie została dokończona, bo niby powołano gminy, powiaty, województwa, ale wciąż o najważniejszych dla nich inwestycjach decyduje warszawski urzędnik. Sejm coraz więcej zadań przerzuca na samorządy, ale nie daje środków na ich realizację. To pokazuje, jak kolejne rządy traktują samorządy.
– Ale rządy centralne myślą o Śląsku. Przygotowują dla nas specjalne programy.
– I w tym problem. W Katowicach jakoś nikt nie przygotowuje programu rozwoju warszawskiego metra czy rozwiązywania problemów mieszkaniowych Warszawy. Bo to byłoby bez sensu. Tak samo bez sensu jest, kiedy to plany dla Śląska powstają w warszawskich gabinetach. Takie plany muszą powstawać tu na miejscu, uwzględniając naszą specyfikę, kulturę, problemy społeczne itp. powiedzmy to jasno: w Warszawie nie rozumieją Śląska. Ludzie, którzy nigdy nie widzieli kopalni z bliska, którzy najwyżej z prasy wiedzą, z czym zmaga się bytomski Karb, którzy nie znają specyfiki naszych problemów, nie mogą stworzyć dobrego programu dla regionu. My chcemy, by te sprawy pozostawiono Śląskowi i dano nam pieniądze na realizację tych programów.
– Realne?
– Zrobimy wszystko, by było to możliwe. Musimy patrzeć w przyszłość i upominać się o nasze prawa. Dlatego tak ważne, by jak największą siłę w Sejmiku stanowili regionaliści. Wtedy będzie szansa na realizację naszych postulatów. Wracając jeszcze do programów tworzonych dla Śląska, na przykładzie górnictwa, widać, że tylko tu, na miejscu możemy stworzyć wizję, jak branżę tę powoli wygaszać, jednocześnie zastępując ją na Śląsku innymi gałęziami gospodarki. Śląska Partia Regionalna chce o tym mówić wyraźnie, tak, żeby jej głos był słyszalny nie tylko w sejmiku, ale i Warszawie.
– Problemy sprzed kilku lat, z uruchomieniem Kolei Śląskich, dowodzą, że i tu można takie projekty przygotować źle.
– Koleje Śląskie są spółką regionalną, jednak należy przypominać, że KŚ nie działają w próżni, są uzależnione także od państwowego PKP, która według mnie niejednokrotnie rzucał kłody pod nogi śląskim kolejom. Myślę, że po początkowych problemach Koleje Śląskie całkiem sprawnie działają, a mieszkańcy chętnie korzystają z tego środka transportu. Pamiętajmy, że przestarzała infrastruktura należy do PKP, wiele problemów, które dotykają pasażerów jest tego wynikiem a nie złym funkcjonowaniem spółki KŚ.
– ŚPR ma też inny problem, czysto wyborczy. Do wyborów wojewódzkich stają dwie śląskie partie. Oprócz was także Ślonzoki Razem. Zabiegacie o ten sam elektorat.
– Oczywiście nie jest to dla nas wymarzona sytuacja i część naszego elektoratu jest podobna. Jednak ŚPR adresuje swoje postulaty do dużo bardziej szerszego elektoratu. ŚPR zostało założone przez osoby z różnych środowisk (m.in. RAŚ, Związek Górnośląski, Ślonsko Ferajna, DURŚ, Związek Ślązaków oraz niezależnych działaczy i lokalnych liderów). Wystawiamy listy do sejmiku województwa śląskiego i opolskiego we wszystkich okręgach, a także listy do rad miast w Katowicach, Chorzowie, Rudzie Śląskiej, Piekarach Śląskich oraz – na terenie działania Echa – powiatu bieruńsko-lędzińskiego. Wystawiamy kandydatów na prezydentów w wybranych miastach, a także współpracujemy z wieloma lokalnymi komitetami. Mamy na pewno większe doświadczenie organizacyjne, a także polityczne. Dlatego choć z szacunkiem odnoszę się do każdego z naszych konkurentów, uważam, że wyniki wyborcze pokażą, że to jednak ŚPR prezentuje bardziej otwartą i profesjonalną stronę regionalizmu.
– A jeżeli okaże się, że odbiorą wam tyle, że wprawdzie oni nie wejdą do sejmiku, ale wy też nie?
– Wszelkie sondaże, do których podchodzę z dużą rezerwą, ale są pewnym wyznacznikiem, wskazują na coś zupełnie innego.
– Ale jeśli?
– Trzeba będzie wtedy następnego dnia po wyborach wziąć się do jeszcze większej pracy. Regionalizm to nie jest chwilowa moda czy rodzaj politycznej trampoliny. Ruch Regionalny będzie istniał, tak samo ŚPR niezależnie od wyborczego wyniku. Regionalizm to coraz mocniejsza w całej Europie zasada działania regionów. My po prostu jesteśmy odpowiedzią na te potrzeby mieszkańców Śląska.
Z Markiem Nowarą rozmawiał Adam Moćko
Wywiad został opublikowany w najnowszym numerze Górnośląskiego Tygodnika Regionalnego Echo.

