Ostatnimi czasy w mediach została obwieszczona informacja o śmierci Olgi Sipowicz – wokalistki wielkiego formatu, poetki i malarki, która zasłynęła na scenie muzycznej pod pseudonimem artystycznym Kora, rozpoczynając swoją karierę w roku 1976 z zespołem Maanam. Zniewalała głosem i oszałamiała talentem. Wiemy, iż od lat walczyła z nowotworem jajnika, który mimo stosowania chemioterapii dawał przerzuty do innych narządów powodując niesamowity ból i cierpienie.
Druzgocący jest fakt, że po długiej walce organizm poddał się, mimo, iż była ona zacięta, a Kora jako ikona popkultury wydawała się być twarda i nieśmiertelna. Wiele fanów nie wyobraża sobie estrady bez gwiazdy.
W jedynym z wywiadów Kora powiedziała: „Moja chęć do życia to za mało, żeby żyć (…)”. Rozmowa dotyczyła eksperymentalnych leków przeciwnowotworowych, które mogły pomóc bardzo wąskiej grupie pacjentów
o takim samym stopniu specyfiki choroby, jak nowotwór wokalistki. Jednakże system opieki medycznej jest brutalny i nieludzki i mimo, iż problem dotyczył jednej z najjaśniej błyszczących gwiazd polskiego showbiznesu, Kora przegrała
w walce z chorobą, gdyż finansowanie leczenia niosło za sobą zbyt duże koszty.
Jak widać na przykładzie wokalistki niezależnie od hartu ducha i niezłomności charakteru rak, należący do wielkiej trójcy współczesnych zabójców zbiera swoje żniwo. Często zwycięża, ponieważ ludzie boją się go najbardziej ze wszystkich chorób i zakażeń, które mogą przyczynić się do utraty zdrowia, a nawet życia. Mowa oczywiście o chorobach układu krążenia, które plasują się na pierwszym miejscu, tuż przed zakażeniami, jakie mogą dotknąć całego ustroju przeradzając się z sepsę.
Osoby, które należą do grupy ryzyka obawiają się, iż rzeczywiście problem dotyka ich samych. Boją się trudów związanych z leczeniem i nie radzą z dużym obciążeniem psychicznym. W przypadku chorób nowotworowych czas działa na niekorzyść, ponieważ zbyt późno postawiona diagnoza może pozbawić chorego szansy na wyleczenie. Wbrew faktom i świadomości skali problemu strach jednak paraliżuje i często jest przyczyną tego, że pacjent do lekarza przychodzi dopiero wtedy, gdy jest już za późno.
Nadzieję dają nowinki technologiczne w zakresie badań genetycznych, jakie pozwalają na tworzenie testów weryfikujących z jak dużym prawdopodobieństwem rak może dotyczyć również i nas. W dobie dzisiejszych czasów możemy taki test zamówić do domu. Będzie on zawierał zestaw do pobrania próbki DNA, którą następnie wysyła się do analizy. Czy możemy ufać takiemu badaniu? Otrzymujemy wynik i co dalej?
Wykonanie takiego testu może zmienić całe nasze życie. Jeśli okaże się, iż ze wzglądu na mutacje występujące w genach istnieje duże prawdopodobieństwo, iż zachorujemy, to zaczynamy snuć czarne scenariusze. Konsekwencją takiego działania może być nawet depresja, czy inne zaburzenia psychiczne, jakie dotykają człowieka w momencie, gdy odczuwa bezradność związaną z zaistniałą sytuacją. Z pewnością wynik testu należy zweryfikować udając się do lekarza specjalisty, który zbierze wywiad i po wykonaniu kolejnych badań oszacuje realne prawdopodobieństwo zachorowania. Bez takiej konsultacji nie należy decydować się na żadne ruchy, gdyż może to przysporzyć niepotrzebnego bólu i cierpienia. Przykładowo niektóre kobiety decydują się na profilaktyczne usunięcie narządów, które mogą zostać objęte zmianą nowotworową, bojąc się, że choroba zaatakuje znienacka i nie będzie możliwości ratunku. Usuwanie piersi i przydatków może okazać się zabiegiem niestosownym, gdy ryzyko może nie być duże w określonym przypadku.
Nosicielki ganów BRCA1 i BRCA2, których mutacje przyczyniają się do powstawania nowotworu piersi i jajnika decydują się na taki krok, jednak tylko
u ¼ można znaleźć jakieś czynniki ryzyka, taki jak mutacja genetyczna odziedziczona po rodzicach. Na 17 tysięcy Polek, u których co roku w Polsce rozpoznawany jest nowotwór piersi u ¾ choroba pojawia się znikąd. Nie jesteśmy w stanie jej przewidzieć, gdyż przypadkowe zmiany w DNA pojawiają się dopiero w dorosłości. Dlatego też nie ma sensu, by badania genetyczne były obligatoryjne dla wszystkich kobiet, gdyż i tak nie wykluczy to ewentualnego zachorowania w przyszłości.
Należy pamiętać, że choroba nowotworowa nie zależy wyłącznie od genów BRCA, ale także od wielu innych, a testy powszechnie dostępne wykrywają jedynie najpopularniejsze mutacje. Podchodźmy do nich z dozą sceptycyzmu,
a widząc u siebie niepokojące objawy i obserwując utrzymujące złe samopoczucie zwyczajnie nie zwlekajmy i udajmy się do lekarza. Zamiatanie problemu pod dywan i bagatelizowanie objawów nic nie da, a na dłuższą metę spowoduje narastającą frustrację, która przyłoży się na jakość naszego życia osobistego. Nie zastanawiajmy się, czy lepiej wiedzieć, czy też nie, gdyż w tym wypadku niewiedza może nasz kosztować życie.
Gdzie możemy uzyskać pomoc w naszym powiecie?
W NZOZ Medicor w Bieruniu zapoczątkowano projekt profilaktyki raka szyjki macicy, skierowany do kobiet w różnym wieku – matek i córek. Z bezpłatnych badań mogą skorzystać mieszkanki powiatu bieruńsko-lędzińskiego. Podjęcie projektu: „MEDICOR szansą na zachowanie i przywrócenie aktywności zawodowej poprzez profilaktykę i diagnostykę raka szyjki macicy” umożliwiły środki unijne pozyskane z Europejskiego Funduszu Społecznego
w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego przyjętego na lata 2014-2020.
Dzięki środkom finansowym lekarze przychodni przy ulicy. Chemików 37
w Bieruniu mają szanse przebadać i pomóc wielu kobietom w wieku od 25 – 59 roku życia.
Warto jeszcze raz nadmienić, że badanie jest bezbolesne, a jego wykonanie nic nas nie kosztuje, dlatego też grzechem byłoby nie skorzystać z takiej możliwości, biorąc pod uwagę fakt, iż rak szyjki macicy, to drugi po raku piersi nowotwór, na jaki najczęściej chorują polki.
Szczerze zachęcamy, by w ramach profilaktyki raka szyjki macicy zbadać się
i powiedzieć o takiej możliwości kobietom w najbliższym otoczeniu.
Drogie Panie, mamy szanse uratować życie swoje i innych kobiet!