Urząd Miasta w Imielinie – koneksje czy zwyczajne kolesiostwo?

Przyglądając się sytuacji, która ma miejsce w Urzędzie Miasta w Imielinie można mieć nieodparte wrażanie, że czas się tam zatrzymał, a nepotyzm tak powszechny w czasach średniowiecza jest zupełnie naturalnym zjawiskiem.

Jak bez ogródek nazwać to, co dzieje się w imielińskim urzędzie?

Warto nadmienić, że system uprzywilejowania, który niegdyś dotyczył głównie duchownych obecnie jest czymś nader normalnym i mimo, iż każdy zdroworozsądkowo myślący człowiek, doskonale wie, że sytuacja taka nie ma nic wspólnego z dbałością o społeczny interes, to przykry jest fakt, że miejscowa społeczność daje na to swoje nieme przyzwolenie.

Cóż się jednak dziwić, skoro analogiczna sytuacja ma również miejsce w powiecie?

Liczą się więzy krwi i „dobro wspólne”

Jak powszechnie wiadomo, wysokie urzędnicze stanowiska piastowane są przez persony bliżej lub dalej ze sobą spokrewnione, nierzadko powiązane przez wspólne interesy.

Koneksje, kolesiostwo i nepotyzm niosą ze sobą wiele przykrych konsekwencji. Są to działania nieetyczne i pod każdym względem niepoprawne politycznie.  Zjawisku nepotyzmu towarzyszy często korupcja, publiczne pochlebstwa, tworzenie towarzystw wzajemnej adoracji, niejednokrotnie większe pieniądze.

 

Dygoczący ze strachu bierni obserwatorzy

Oczywiście z drugiej strony, niejako w opozycji stoją inni pracownicy, którzy nie zdobyli pozycji z racji swojego pochodzenia, czy dobrych układów. Stoją oni najczęściej z boku, a jedyne co mogą w owej sytuacji zrobić, to przyglądać się bacznie poczynaniom uprzywilejowanych kolegów i koleżanek, by okiełznać strach przed utratą stanowiska na poczet kolejnej lepiej ustawionej osoby.

 

Wąski zakres umiejętności i szerokie plecy

Wyżej wymienione działania wyrządzają wielką szkodę obywatelom i państwu, ponieważ przywilejów dosiągają często osoby niekompetentne lub z mniejszymi umiejętnościami.

Co ciekawe, oficjalnie zakazanym jest zatrudnianie krewnych w urzędach państwowych i samorządach.

Jednak  tej dyrektywy nikt w Urzędzie Miasta w Imielinie nic sobie nie robi…

Jawny i rażący przykład łamania tej zasady możemy zaobserwować zatem na własnym podwórku. Nie jest żadną finezją znalezienie pokrewieństwa – Przewodniczący Rady Miasta, to mąż Pani Skarbnik, czyli oczywistym jest, że rada pod przewodnictwem męża Pani Skarbnik uchwala budżet i ma nad nim kontrolę. Wnioskując – publiczne pieniądze stanowią przedmiot kontroli małżeństwa, które zasiada na stołku w tym samym urzędzie. W ten oto sposób podważone zostaje zaufanie do samorządu…

 

Czy nie było innych kandydatów na stanowisko Przewodniczącego Rady Miasta lub Skarbnika?

Co w takiej sytuacji robi Pan Burmistrz? Zdaje sobie sprawę, iż musi przetrwać.

 

Radni uważają, iż nic się złego nie dzieje, przecież Imielin jest bardzo ładną wizytówką powiatu. Organizuje się zatem kolejny festyn dla mieszkańców, zaprasza gości, kupuje kiełbasę i liczy na to, że potencjalni zaślepieni wyborcy znów pójdą i zagłosują zgodnie z przewidywaniami.

Czy będzie tak i tym razem?

Czy też obecny stan rzeczy ulegnie zmianie po wyborach?

Czy w dalszym ciągu będziemy przymykać oczy na to, że piastujący stanowiska urzędnicy dbają głównie o interes swój i swoich najbliższych?

Wkrótce się przekonamy…

Redakcja

Redakcja serwisu TwojeStrony.info

Nie ma jeszcze komentarzy

Zostaw odpowiedź

Your email address will not be published.