Analizując etymologię słów w różnych językach z łatwością spostrzeżemy, że pojęcie czystości mowy nie istnieje. Nie ma bowiem takiej godki, w której nie byłoby naleciałości z innych, często zupełnie odmiennych języków. Zapewne ma to związek z migracją ludności i biegiem historii, która sprawiła, że niby to godomy po naszymu, a jednak po inkszymu.
Jak wiemy w śląskim etnolekcie jest wiele słów, kere brzmią tak jakby po niemiecku. Wydaje się, jakby w miarę funkcjonowania w żywej mowie, słowa te odrobinę ewoluowały i „spolszczyły się”. Dlatego też różnią się one od słów i zwrotów pochodzących z języka niemieckiego, które nazywamy germanizmami.
Na przestrzeni wieków ogromna ilość germanizmów przeniknęła do języków słowiańskich. Warto jednak podkreślić, iż język niemiecki nie był wyłącznie dawcą nowych słów i zwrotów, ale również nośnikiem słów o innej etymologii.
Śląska godka przesycona jest germanizmami i nic w tym dziwnego. Na Śląskiej Ziemi od XVI wieku początkowo panowali Austriacy, póżniej Prusacy, a jeszcze później Niemcy. Zapożyczenia były zatem nieuniknioną konsekwencją tego, w jakich realiach przyszło funkcjonować tutejszej społeczności.
Wraz z rozwojem miast i stopniowej industrializacji w codziennym słowniku Ślązaków pojawiały się słowa, które określane były po niemiecku. Ludzie żyjący na Śląsku nie znali w ten czas innych odpowiedników danych wyrazów, jak na przykład cug czy banhow.
Dziś przytoczymy zatem kilka słów w języku śląskiej godki, jakie mają niemieckie pochodzenie..
fuzekla – skarpeta
cygarety – papierosy
rychtig – naprawdę
westa – kamizelka
knefel – guzik
apluziny – pomarańcze
biksa – puszka
mantel – płaszcz
hazok – zając
brele – okulary
sztrachecie – zapałki


