Kiedyś bajtle ino czekały na to, by wybiec na dwór i beztrosko bawić się z kolegami. Cosik zbroić, trocha spsocić, czasem wymyśleć coś niemądrego, co przynosiło wiela radości i powodów do śmiechu lub łez. Było tak, bo dziecka nie wiedziały, że są takie graczki, kere przynoszą płaczki.
W takich wypadkach wołania mamulki: Niy wyrobiejcie tela! to daremna godka, bo bajtel jak som się nie przewróci, to się nie nauczy.
DAWNE POMYSŁY NA GRACZKI
Downi graczki były kreatywne, a to bestoż, że często w chałpie bajtel nie miał wielu zabawek. Jak miał jedną, góra dwie, to mógł się cieszyć i asić przed kolegami. Dziecka znajdowały sobie roztomajte zajęcia i dostrzegały to, obok czego dzisiejsze dzieciaki przeszłyby objętnie. Graczkę widziały w źdźble trowy, na kerym można wygrywać melodie, w kwiatku mlycza, z kerego można zrobić gryfne wionki lub zielona trąbka z mlyczowego sztyngla, czyli łodygi.
Ciekawy był tyż grzebień, dyszlok, rafiok, a nawet kałuża, kerom jak bajtel dostrzegł, to pomyślał: Ale piykno graczka! Można się pociaplać!
WIELA FRAJDY Z KULANIA FELGI!
Jest taka zabawa, kerom znały dzieci już dawien dawno, zanim jeszcze człowiek wszedł w posiadanie koła, czyli roweru. Graczka ta polegała na kulaniu, czyli toczeniu łobrynczy. Była to specjalna zabawka, jaką wykonywano z drewna i którą wprawiało się w ruch przy pomocy małego patyczka. Graczkę tą znacznie łatwiej można było kulać w porównaniu ze zwykłą metalową obręczą, np. felgę od roweru, a to dlatego, że nie kolebała się na boki. Taka felga była reklamowana już w śląskich cajtungach dlo babów w 1881 roku jako obręcz idealna do zabawy. Bajtle ganiały za taką felgą dookoła familoka tam i nazod, organizując w ten sposób wyścigi. Ftoś mógłby pomyśleć, że kulanie felgi, to graczka dla ubogich. Wcale tak jednak nie było, bo zabawkę tą można było kupić w drugiej połowie XIX wieku w eleganckich sklepikach, w jakich zakupy robili ino bogaci kupcy i przemysłowcy.
GRACZKA W PIEKŁO-NIEBO
Popularną, a jednocześnie bardzo prostą graczką było zrobione z papieru piekło-niebo. Niby nic, a jednak zwłaszcza na małych bajtlach zabawka ta robiła duże wrażenie. Może to dlatego, że straszona je różnymi bebokami i tym, że jak będą niegrzeczne, to zabierze je heksa lub sam diabeł. Taką graczkę można zrobić w parę chwil, zgniatając papier w gwiazdkę. Wnętrze gwiazdki można pomalować na kolor niebieski, odpowiadający niebu i czerwony, który kojarzy się z piekłem. Cała zabawa polega na otwieraniu i zamykaniu gwiazdki jednym ruchem i podchodzeniu do kogoś z zapytaniem: „Co cię czeka?” Sprawdź, co ci wyjdzie? Piekło czy niebo?
BAJTEL – RAJTER
Na Śląsku bardzo popularne był kolebanie się na koniku na kozidłach, czyli biegunach.
Na takiego bajtla na drewnianym źreboku oma wołała, że je fajny rajter, bo rajter to w śląskiej godce jeździec.
Jak możemy się domyśleć, rajtowanie było możliwe nie tylko na koniu czy koniku na biegunach. Doskonałą graczką było również rajtowanie na grzbiecie kozy, cielika a nawet dużego psa. W sumie na każdym zwierzęciu kere po podwórku łaziło.
Bajtle lubiły tyż forsztelować, że jadą na grzbiecie jakiegoś zwierzęcia, nawet jeśli owy zwierz nie żył, a był ino posągiem. Obrazują to stare zdjęcia, kere można znaleźć w rodzinnym fotoalbumie.


