Dziś singielka, dawniej stara frela

Rozpoczęła się magiczna pora roku – ptaszki ćwierkają, a bociany budują gniazda. W tym radosnym czasie cały świat się śmieje, bo wszystko wkoło budzi się do życia, a w powietrzu unosi się zapach ukwieconych drzew i całe mnóstwo feromonów.

 

 

Wiosna bowiem to pora zakochanych. Ludzie w każdym wieku spacerują pod rękę, a ich splecione dłonie symbolizują miłosne więzy, które miejmy nadzieję przetrwają niejedną wiosenną burzę.

 

Przichlybianie

Można zatem śmiało powiedzieć, że miłość kwitnie, ponieważ to właśnie wiosną rozpoczyna się sezon ślubny. Niebawem w kościele coraz częściej będziemy słyszeć zapowiedzi. Zanim jednak do tego dojdzie łożynek musiały poprzedzać zolyty, czyli czas podrywu. Wtedy to każdy elegancki karlus staroł się o to, by jego wybranka serca zwróciła na niego uwagę.

 

Niczym barwny ptak cudowronek szacym stroił się dla panny i robił wszystko, coby libsta sie za niego wydała.

W trakcie jakże radosnego i pełnego uniesień okresu starań o rękę, mężczyzna marzył o tym, by skraść swojej pani choć jedyn kusik. W tym calu pisywał niyjedyn libesbrif lub ofiarował choć drobny gyszynk, by tylko zrobić wrażenie.

Dawne zaręczyny

Nie da się ukryć, że takie przichlybianie trochę trwało, jednak w końcu nadszedł wielki dzień – smowiny. Wydarzenie to często nie miało intymnego dla partnerów charakteru, gdyż zaręczyny odbywały się w rodzinnym gronie.

Z takiej okazji matka przyszłej panny mody piykła kołoc, który rozdawało się somsiadom i krewnym pora dni przed weselym.

Polterabynd

Co by młodym się wiodło i szczęście dopisywało w przeddziyń ślubu wyprawiano polterabynd. Kamraci zbierali się gromko pod dźwiyrzami łod dziołchy i tłukli porcelanowe talyrze. Zwyczaj zwyczajem – dla przyjaciół i rodziny beczka śmiechu i wiela radości, a dla przyszłej panny młodej kupa roboty, bo sama musiała wszysko gibko poschroniać, by tradycji stało się zadość, a nowożyńcom szczyńście sprzyjało.

 

W czym do ślubu?

Niegdyś panna młoda nie wyglądała tak okazale i nie świeciła się jak choinka, choć cudaki zawsze się zdarzały. Co ciekawe dawniej, dawno dziołcha do ślubu łoblecono była po cornymu, a moda na po biołymu prziszła dopiyro potym. Panna młoda obowiązkowo miała szlajer, czyli biały welon zwieńczony myrtowym wionkiem, który był symbolem czystości przedślubnej.

 

Zdarzało się jednak, że frelka przed ślubem była szczera przy spowiedzi świętej, a farorz służbista lub młody kapelonek, pragnąc podkreślić jak ważna jest jego postać na tle społeczeństwa narobił pannie młodej wielgo gańba.

Nieszczęsna dziołcha musiała przed ołtorzym zdjąć wionek z gowy i wtedy wszyscy już wiedzieli, że łon się jej niy noleży.

Taki test czekał każdą prawdomówną libste, gdyż należało sprawdzić, czy frelka to richtich frelka – w ten czas pan młody mógł się odrobinę zdziwić albo i nie…

Redakcja

Redakcja serwisu TwojeStrony.info