Najbardziej niebezpieczny zwierz zbliża się do naszych domów

Tereny naszego powiatu są naprawdę malownicze. Otaczają nas łąki, otulają lasy. Niewiele jednak z nas zastanawia się nad tym, że to właśnie wśród łąkowych traw i kwiatów, w zaciszu lasów kryje się prawdziwe zagrożenie – malutkie, ale szalenie niebezpieczne zwierzę… Atakuje najczęściej niepostrzeżenie
i bezboleśnie, zakrada się powoli niczym cichy zabójca. Mowa oczywiście
o kleszczu – pasożycie doskonałym, który niebezpiecznie zbliża się do naszych domów.

Ten mały krwiopijca może zwiększyć swoje wymiary nawet sześciokrotnie, w tym czasie przygotowując się do rozmnażania. Obfity posiłek jest dla niego niezmiernie ważny, dlatego stara się go za wszelką cenę dokończyć, używając
w tym celu hypostomu – wyspecjalizowanego aparatu gębowego, który ułatwia precyzyjne nacięcie naskórka ofiary. To właśnie dzięki niemu kleszcz przytwierdza się do skóry żywiciela, wybierając miejsca mniej widoczne dla naszych oczu, wilgotne i ciepłe, takie jak pachwiny czy linia włosów tuż nad karkiem.

Ten mały pajęczak należący do podgromady roztoczy jest wprost stworzony do żerowania na kręgowcach, wśród których nie możemy jedynie wymienić ryb. Oczywiście jego ofiarą często pada człowiek.

Wydaje się jakby mimo olbrzymiej liczby osób zapadających na choroby przenoszone przez kleszcze w dalszym ciągu świadomość z czyhającego zagrożenia była niewielka a lekarze pierwszego kontaktu mieli olbrzymi problem ze zdiagnozowaniem pacjenta. Kleszcze są niczym żywe maszyny do przenoszenia groźnych mikrobów, ponieważ często posilają się krwią więcej niż jednego organizmu, co stwarza ogromne możliwości dla bakterii, wirusów
i pierwotniaków, które są przyczyną chorób odzwierzęcych, tzw. zoonoz.

 

Co roku w Polsce w wyniku ukąszenia przez kleszcze tysiące osób zapada na boreliozę, którą wywołują bakterie zwane krętkami Borrelia.

Większość z nich nawet nie jest świadomym, że doszło do zakażenia, ponieważ kleszcz nie pozostawił po sobie śladu w postaci rumienia wędrującego a bakteria daje
o sobie znać dopiero po latach, wywołując cały wachlarz objawów, jakie są również charakterystyczne dla innych jednostek chorobotwórczych. Bez chwili wahania można zatem rzec, że krętek wywołujący boreliozę jest istnym mistrzem kamuflażu.

Zadziwiający fakt

Ludzkość miała styczność z tą chorobą od dawien dawna, gdyż pisma medyczne pochodzące z 1550 r. p.n.e. opisują już „gorączkę kleszczową”, jaka siała spustoszenie wśród ówczesnej ludności. To przerażające, że do tej pory nie ma skutecznego sposobu, by uniknąć zagrożenia boreliozą, choć na całe szczęście istnieje skuteczna szczepionka przeciwko kleszczowemu zapaleniu mózgu. Antybiotyki zwalczające chorobotwórcze krętki istnieją, jednak leczenie nie jest takie łatwe jakby się mogło wydawać. Niestety wskutek ich działania pacjenci długo nie odczuwają poprawy samopoczucia. Wśród lekarzy są więc zwolennicy terapii multiantybiotykowych, które przewidują zażywanie przez osobę chorą zabójczej dla krętka mieszanki równych antybiotyków przez okres wielu miesięcy, co powinno również być związane ze zmianą nawyków żywieniowych, by przy okazji nie przyplątała się grzybica układu pokarmowego.

Borelioza to prawdziwy kalejdoskop objawów. Krętek może atakować stawy, powodując ograniczenie ich ruchomości, sztywnienie, nie wspominając
o dojmującym bólu, który często pojawia się i znika utrudniając zwyczajne czynności dnia codziennego. Nie można zapomnieć również o objawach stricte mięśniowych, drżeniach kończyn, zapaleniach mięśni i ścięgien, porażeniach nerwów, zapaleniu mięśnia sercowego.

Odmianą boreliozy jest neuroborelioza atakująca głównie układ nerwowy, przyczyniająca się do pojawienia się objawów psychiatrycznych, depresji, kończąc na zaburzeniach równowagi, zanikach pamięci i trudności w uczeniu się i zapamiętywaniu. Osoby chore na boreliozę często skarżą się na światłowstręt i nadwrażliwość na dźwięk, co determinuje z kolei dotkliwe bóle głowy. Choroba przenoszona przez niewielkiego pasożyta zewnętrznego pogarsza zatem jakość życia, czyniąc z niego prawdziwy koszmar. W momencie, gdy radosna egzystencja zaczyna przypominać wegetację, zmęczeni pacjenci w ostatnim akcie desperacji udają się po pomoc do lekarzy specjalistów. Po zebraniu wywiadu często jednak słyszą: „Somatyzuje pan/pani emocje, problem tkwi w głowie”.  To naprawdę przykre.

Warte podkreślenia jest to, że polscy lekarze bardzo niechętnie i z dużą dozą sceptycyzmu zalecają testy w kierunku diagnostyki boreliozy, gdyż twierdzą, że pacjent konfabuluje, wyolbrzymiając swoje objawy. Pojedyncze badanie często nie daje efektu, dlatego też po tzw. teście ELISA należy wykonać kolejne badanie, Western blot, jakie jest w stanie wykryć antygeny złośliwej bakterii. Istnieje jeszcze trzecie badanie demaskujące bakterię, tzw. badanie PCR, wykrywające materiał genetyczny intruza. Jest ono jednak stosunkowo drogie i dlatego też rzadko stosowane.

Czy możemy mówić o inwazji kleszczy?

Naukowcy mówią, że niestety tak. Chorych przybywa, ponieważ kleszczy jest coraz więcej. Jest to wynikiem łagodnej zimy i deszczowego lata oraz intensywnych zmian, jakich człowiek dokonuje w obrębie ekosystemów, wycinając duże połacie leśne, co bezpośrednio wpływa na zmniejszenie liczby dużych zwierząt, na których kleszcze mogą pasożytować. Dlatego też kleszcze wybierają na swój cel gryzonie, z których bardzo łatwo przenoszą się inne zoonozy.

Najmniej na atak kleszczy narażone są domy, które okalają tereny suche, ponieważ mali krwiopijcy preferują wilgotne środowisko. Pomocne może okazać się również regularne koszenie trawy w ogrodzie. Być może dzięki takiemu działaniu nasze pociechy unikną kontaktu z kleszczami w trakcie zabawy lub pikniku na zielonej trawie.

 

Co jeszcze może stanowić zagrożenie?

I tutaj może pojawić się zaskoczenie… niekoniecznie z kleszczami będą mieli do czynienia wyłącznie ludzie plądrujący leśną przestrzeń. Z kleszczami możemy się skonfrontować w zaciszu własnego domu. Mowa o obrzeżkach, pasożytujących na ptakach, w szczególności na gołębiach, które od wieków były bliskie człowiekowi. Kleszcze te potrafią boleśnie ugryźć człowieka. W momencie, gdy obrzeżki nie będą miały żywiciela, aktywnie zaczną go poszukiwać. Dlatego wypędzanie gołębi z poddaszy kamienicy może okazać się niekoniecznie trafionym pomysłem. Istnieją doniesienia, że pasożyty te przenoszą choroby: kleszczowe zapalenie mózgu, boreliozę lub salmonellozę. Zabójczą bronią jest jednak toksyna kleszczy, która może wywołać silną reakcję alergiczną
i doprowadzić do wstrząsu anafilaktycznego. Co najgorsze te niewielkie organizmy atakują pod osłoną nocy, po czym znikają ze bez śladu. By uchronić się przed atakiem należy uszczelnić miejsca, przez które kleszcze dostają się do mieszkania i od czasu do czasu stosować preparaty odstraszające.

 

 

 

Redakcja

Redakcja serwisu TwojeStrony.info

Nie ma jeszcze komentarzy

Zostaw odpowiedź

Your email address will not be published.