Bajtle, zwłaszcza małe są rozkoszne, kochane i bezwzględnie szczere.
Przestrzeń, w jakiej się znajdują jest dla nich niezbadanym, bezkresnym terenem, który pragną eksplorować bez reszty. Wciskają się niemalże w każdy kąt i pokazują nam wszystko to co je interesuje, a na nas często nie robi żadnego wrażenia.
Świat oczami dziecka wygląda zdecydowanie inaczej niż w mniemaniu osób dorosłych, dlatego rodzicielstwo daje nam możliwość odkrywania na nowo własnej rzeczywistości.
Oprócz tego, że małe bajtle są łebskie, niezmordowanie w ekspansji przestrzeni i ciekawskie, niejednokrotnie dają dorosłym popalić.
Zdarza się, że zrobią larmo, choć zdaje się, że nie mają ku temu powodu. Będą psocić, ganiać, brykać i szaleć, aż nam braknie tchu.
I tutaj na ratunek przybiegają pedagodzy, psycholodzy dziecięcy i inni ludzie „mądra rada”, którzy najchętniej zasypaliby nas całą masą książek na temat wychowania i dyscypliny… Czy jednak istnieje jakaś złota metoda, która sprawi, że okiełznamy małego bukslika?
Chyba każdy wie, że musi wypracować ją sobie sam. Wytyczyć mądre granice, być konsekwentnym i kochać.
SŁÓWKA NA DZIŚ: bukslik, larmo
KATEGORIA: zachowania, emocje
Bukslik – wesoły, sprytny bajtel, miglanc, wiercipięta, sympatyczny łobuziak.
Zazwyczaj jest to określenie na chłopca, choć można je również przypisać wyjątkowo niesfornemu, psotnemu bajtlowi, który nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu.
Słowo to w śląskiej gwarze wzięło się od niemieckiego buchsen, co oznacza obracać. Również od tego słowa pochodzi słówko buksować, czyli kręcić się, obracać w jednym miejscu.
Larmo – okropny hałas, krzyk, a nawet wrzask.
Hałas jest niczym w porównaniu do prawdziwego larma. To niebywale dźwięczne słowo oddaje nie tylko to, jakie uczucia towarzyszą nam w momencie, gdy doskwiera nam hałas. Wymawiając słowo larmo, niemalże fizycznie doświadczamy, że jest tak głośno, że aż dzwoni nam w uszach.




