Miastowa edukacja antyekologiczna
Ochrona środowiska oraz ekologia – to jedne z ważniejszych haseł, które dominują w XXI wieku. Edukacja ekologiczna, zasady zrównoważonego rozwoju, akcje zbierania śmieci przynoszą efekty – jest czyściej i ładniej. Niestety – problem śmieci oraz dzikich wysypisk w lasach pozostaje wciąż aktualny. W głównej mierze winni są ludzie – to ich „wysoka” kultura osobista przyczynia się do robienia z lasu naturalnego hasioka. Z drugiej strony to miasto odpowiada za czystość w miejscowości i powinno bacznie przyglądać się temu problemowi.
A jak jest naprawdę?
Naprawdę sytuacja jest dramatyczna, ponieważ naturalne małe śmietniska w Lędzinach już od dawna stanowią element krajobrazu, na który nikt nie zwraca uwagi. Można by rzec, iż hasiok wprost idealnie wkomponował się w miejską infrastrukturę i najdziwniejszym jest fakt, że do tej pory miasto biernie patrzy, jak ilość śmieci wzrasta.
Czy w dobie powszechnego nacisku na ochronę środowiska oraz ekologię możliwe jest, aby problem zaśmieconego od lat lasu był aktualny?
Okazuje się, że tak. Najgorsze w tym wszystko jest to, że na własne oczy widzą to dzieci, które uczęszczają do szkoły przy ulicy Hołdunowskiej.
Nauka zachowań proekologicznych rozpoczyna się już na wczesnym etapie rozwoju dziecka. Pierwszymi, którzy tego uczą są rodzice. To od nich czerpiemy podstawowe wzorce, poznając zasady ochrony środowiska oraz ekologii. Na kolejnym etapie pojawia się szkoła, która współpracując z władzami miasta powinna promować proekologiczną postawę.
Takim współdziałaniem nie mogą się pochwalić władze Lędzin.
Dlaczego?
Przechodząc obok Szkoły Podstawowej nr 3 i kierując się ścieżką w stronę ogródków działkowych natkniemy się na niewielki lasek, który do reprezentacyjnych nie należy. Zagłębiając się w gęstwinę zarośli zamiast samej zieleni natrafimy na istny hasiok. Będą tu zarówno nowe, jak i leżące kilka lat śmieci, w postaci opakowań po produktach spożywczych, plastików, elementów mebli, szkła, a nawet zużytych prezerwatyw i podpasek, co świadczy o tym, że od dawna nikt nie interesował się tym miejscem. Taki obrazek w bliskim sąsiedztwie szkoły nie stanowi dobrej wizytówki dla miasta.
Jaki to jest przykład dla dzieci?
Czy miasto nie widzi problemu, czy po prostu zamiotło go pod przysłowiowy dywan i pozwala na bezkarne zaśmiecanie terenów zielonych?
Co z zagrożeniami natury biologicznej?
Okres jesienny zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim kolejny rok szkolny.
Czy po opadnięciu liści uczniowie wraz z nauczycielami będą zmuszeni zza płotu podziwiać taki „krajobraz”?
Czy mieszkańcy muszą wstydzić się za miasto nie działania w tej sprawie?
W tym wypadku wystarczy wykazać jedynie odrobinę inicjatywy.
Dobrym terminem do naprawy sytuacji może być trzeci weekend września, gdyż w tym okresie na całym świecie ma miejsce akcja „Sprzątanie Świata” i miasto włączając się w nią może zyskać przychylność wielu osób.
Może będzie to początek nowych porządków?
Wartym podkreślenia jest fakt, iż szkoła zrezygnowała już z uczestnictwa w akcji „Sprzątanie Świata” na tym terenie, ponieważ ilość i rodzaj odpadów stanowią jawne niebezpieczeństwo dla dzieci. Sprzątanie jest nie lada wyzwaniem dla nauczycieli, którzy muszą pilnować, by uczniowie nie zbierali śmieci, które mogą stanowić źródło zagrożenia biologicznego. Zdefiniowanie, czym są znaleziska dzieci nie jest proste, gdyż pozostaje pytanie, w którym miejscu kończy się temat ochrony środowiska, a zaczyna edukacja seksualna.
Może Pani burmistrz osobiście przyjedzie na miejsce i wytłumaczy to dzieciom?
Jest szansa, że jeśli obcas utknie w czymś bliżej nieokreślonym lub zostanie owinięty w starą folię w końcu pojawi się refleksja…
Czy „lędziński hasiok” jest odzwierciedleniem tego, co dzieje się w urzędowych kuluarach?
Spokojnie jesienne porządki nadchodzą – już niebawem wybory samorządowe,
w trakcie których to wyborcy zdecydują o tym, czy przypadkiem nie warto gruntownie posprzątać również w urzędzie miasta.




