Zdjęcia są niesamowitą pamiątką, dzięki której możemy odbywać podróże w czasie. Wielokrotnie wracać wspomnieniami do chwil, które zostały zamknięte na kliszy aparatu i po wywołaniu wklejone są do opasłego albumu.
Zwyczaj wykonywania zdjęć i ich katalogowania, to niesamowita tradycja, która zważywszy na dynamiczny rozwój technologii i cyfryzacji coraz częściej jest zaniechana przez osoby fotografujące. Zdjęcia tkwią w folderach na pulpicie, a jedyną wzmianką o tym, kiedy zostały wykonane jest cyfrowy zapis daty, którą można odczytać na podstawie właściwości zdjęcia. Fotografii tego typu zwykle nie ogląda się w późniejszym czasie, zgrywane są za to kolejne i kolejne, tworzy następny folder…
Inną bolączką jest to, że zniknął również urok chwili, który towarzyszył zdjęciom robionym niegdyś. Dziś możemy wykonać wiele podobnych ujęć, pozować do woli
i wybrać to zdjęcie, które uważamy za idealne.
Warto się jednak zastanowić, czy o to naprawdę chodzi w fotografii?
Przecież w ten sposób zdjęcia tracą swój wyraz i wyjątkowość. Możliwość kilkakrotnego naciśnięcia spustu migawki jest przydatna w fotografii profesjonalnej, kiedy pragniemy uzyskać coś, co ma na celu, np. stanowić reklamę danego miejsca, czy podkreślać wartość przedmiotu.
Czy nie jest to jednak zbyteczne w przypadku zwykłego użytkownika?
Magia wywoływania zdjęć
Wraz z urokiem chwili zniknęła również magia wywoływania zdjęć. Osobiście pamiętam te czasy, gdy z duszą na ramieniu udawałam się do fotografa, by odebrać zdjęcia… To napięcie, wyczekiwanie, później zaskoczenie i ogrom emocji, jakie towarzyszyły pierwszemu przeglądaniu, najczęściej zaraz po wyjściu ze studia. Czasem czuję się tak, jakby ktoś mnie tego pozbawił. Mam za to multum zdjęć i już zdarzyło się, iż wraz z formatowaniem komputera przez nieuwagę część z nich zniknęła bezpowrotnie. Moje wspomnienia zostały skasowane… Postanowiłam więc zainwestować w aparat natychmiastowy, jest on namiastką tego, co dawał mi stary Kodak moich rodziców. Na aukcji zakupiłam aparat na kliszę i to właśnie ten sprzęt najczęściej zabieram w podróż, by po powrocie mieć doprawdy wyjątkową pamiątkę. Nie jest dla mnie ważne, czy mam idealnie ułożone włosy, czy mina jest taka jak być powinna… Wróciłam do korzeni.
Od dawien dawna ludzie wykonywali pamiątkowe fotografie, zwłaszcza z okazji świąt lub wyjątkowych wydarzeń w życiu, takich jak ślub, urodziny, rocznice, wyjazdy, chrzty, komunie czy nawet pogrzeby.
Fotografia na Śląsku
Na Śląsku knipsowanie, czyli fotografowanie, również stanowiło ważny element dokumentacji chwili. Zdjęcia najczęściej robiyło sie w atyljy.
Wyjście do fotograficznego studia było prawdziwym wydarzeniem, dlatego wszyscy stroili się, by godnie się prezentować. Śledząc stare fotografie możemy zwrócić uwagę, iż rzadko kobiety ubrane były po chopsku, przeważnie łoblecone w szaty z białymi kraglikami i małymi kneflikami pod nimi, dumnie stały u boku swoich mężczyzn. Odprasowani bez jednego zagniecenia, wszyscy członkowie rodziny udawali się do fotografa, by możliwie uwiecznić swoją facjatę na zdjęciu.
Pod względem kompozycji zdjęcia często były podobne.
Osoby fotografowane ustawiały się przed obiektywem w odpowiedni sposób, instruowane przez fotografa. Najstarsi członkowie familii siadali, podobnie było w przypadku kobiet, a reszta stała z tyłu lub po bokach. Bajtle kucały przed dorosłymi lub przycupnęły u nóg rodziców i dziadków.
Istotna była również mimika twarzy. Każdy pozował, a jego machy miały być dostojne i poważne.
Do zdjęcia wyczesywano fryzury, zaplatano bibiki, czyli warkoczyki, które zawiązywano szlajfami. Zaczesywano też pińcie i przedziałki. Wytworne panie wieńczyły swoje głowy hutami – kapeluszami, a te najbardziej dystyngowane robiły na tę okazję dałerwele – trwałą. Starsze panie wiązały chusty lub robiły cubki – specjalne koki tuż nad karkiem, jakie utrzymywała ozdobna spinka.
Lata mijały i po pewnym czasie niemalże w każdym domu pojawił się aparat fotograficzny.
W ten sposób rozpoczęła się era knipsowania. Ludzie robili sobie zdjęcia zafascynowani faktem, iż w ręku dzierżą tak niebywałe narzędzie. Wykonywano więc zdjęcia częściej, wykorzystując każdą możliwą okazję: spotkania rodzinne w ogrodzie, wesela, chrzty, pogrzeby. Następnie zdjęcia opisywano na odwrocie lub pod spodem, przyklejając niewielką karteczkę, która zawierała informację jak kogo mianowali i kaj fotografię wykonano.
Fotograficzny powrót do przeszłości
Z dozą zazdrości przeglądam podpisane i opisane zdjęcia, skrzętnie powklejane na grubych tekturowych, czarnych jak węgiel kartkach rodzinnych albumów. Fotografie poprzedzielane cienkim pergaminem mają swój urok, gdyż nim obrócimy delikatną stronę, zdjęcia przeświecają przez nią jak wspomnienie owiane mgiełką tajemnicy.
Takie rodzinne pamiątki najlepiej ogląda się z kimś, kto zna historię i jest w stanie opowiedzieć nam coś o osobach i sytuacjach, jakie zostały ujęte na zdjęciu. Wtedy oprócz przyjemności z przeglądania zbliżamy się do swoich bliskich, jesteśmy
w stanie rozwikłać zagadki przeszłości, wysłuchujemy opowieści i anegdotek.
W czasie oglądania zdjęć punktem zaczepnym do rozmowy była data, podpis lub nazwisko. Rozpoczynała się rozmowa, z jakiej wielokroć wynikało wiele ciekawych dyskusji.
Szczerze zachęcamy do wykonywania zdjęć, wybierania tych wyjątkowych i wklejania do albumu. To niesamowite pamiątki i coś co jesteśmy w stanie zostawić po sobie naszym dzieciom i wnukom.
Jeśli macie Państwo jakieś stare fotografie, które ilustrują, jak żyło się dawniej zachęcamy do przesyłania ich skanów pod adres mailowy naszej redakcji.
Na ich podstawie będziemy mogli stworzyć fotoreportaż, który pozwoli zakrzewić
w sercach młodych szacunek do kultury i tradycji Śląska.

