Lędzińskie Martineum

Ostatnia porodówka w Polsce, na którą miasto nie miało i nie ma pomysłu.

 

Jak to jest możliwe, że miasto mając na własnym terenie zabytkowy, dogodnie usytuowany obiekt o bogatej historii nie wie co z nim zrobić?

Czy ogłoszenie przetargu i sprzedaż jest jedynym słusznym rozwiązaniem?

Sądząc po sprzeciwie mieszkańców niekoniecznie.

Ale o jaki budynek jest tyle szumu? Czy to ogromny zespół pałacowy, czy może zabytkowa budowla sakralna?

Otóż nie… Poniżej przedstawimy Państwu niezwykła historię pewnej porodówki.

Przejeżdżając ulicą Hołdunowską trudno nie zauważyć wyróżniającej się spośród innych budynków murowanej kamieniczki wybudowanej w stylu niemieckim. Jednak myli się ten, kto sądzi, że był to zwykły budynek mieszkalny. Okoliczni mieszkańcy miast doskonale wiedzą, co tak naprawdę w tym miejscu stoi, gdyż tu na świat przyszło kilka pokoleń zarówno mieszkańców Lędzin, jak i okolicznych miejscowości. Mowa tu o słynnej lędzińskiej porodówce.

Wyjątkowe miejsce narodzin 

Izby porodowe, potocznie zwane porodówkami, w Polsce były popularnymi placówkami lecznictwa otwartego od lat 50. XX. wieku. Jednak zmieniające się przepisy prawne, coraz bardziej restrykcyjne wymagania sanitarne oraz brak finansowania przez jednostkę centralną doprowadziły do całkowitej likwidacji tych izb.  Zamknięcie tego typu placówek jest istnym kuriozum, gdyż w Europie Zachodniej dąży się do rodzenia w małych, kameralnych placówkach lub w domach.

Ostatnią taką placówką była ta w Lędzinach. Mimo licznych protestów, petycji, interwencji wiceministra zdrowia placówka po 57 latach funkcjonowania została zamknięta.

Sama placówka była wyróżniana, pracujące w niej położne nazywane były Aniołami, nigdy nie stwierdzono zakażenia jakakolwiek bakterią. Niestety – przepisy i ekonomia wygrały ze zdrowym rozsądkiem.

Należy wspomnieć, że historia tego budynku rozpoczęła się o wiele wcześniej – dokładnie w 1897 roku, kiedy to dzięki staraniom księdza Koellinga w budynku zaczął funkcjonować sierociniec dla chłopców z rodzin ewangelickich, zwany Martineum. Nazwa ta funkcjonowała już w 1893 roku, kiedy to w wynajętej izbie zaczęła funkcjonować pierwotna placówka. Ostatecznie przestała ona funkcjonować na początku stycznia 1945 roku.

Dopiero od 1951 roku w tym miejscu urządzono izbę porodową.

Po zamknięciu placówki narodziło się zasadnicze pytanie – co dalej?

Przez pewien okres czasu w budynku funkcjonowały klasy zerowe Przedszkola nr 2, jednak obowiązujące przepisy sanitarne uniemożliwiły dalsze funkcjonowanie placówki.

Dla miasta, z ekonomicznego punktu widzenia obiekt stał się uciążliwy i mimo protestów mieszkańców postanowiono go sprzedać.

Mimo przeprowadzonych przetargów sprzedaż nie doszła do skutku. Dopiero w 2014 roku, po kolejnym przetargu wynajęto budynek pod siedzibę fundacji, która działa tam do dzisiaj.

Tajemnicza kwestia porodówki

Dodatkowo wciąż pozostaje niewyjaśniona kwestia, czy budynek dawnej porodówki jest zabytkiem, czy też nie.

Porównując „Wykaz obiektów gminnej ewidencji zabytków miasta Lędziny”, a „Wojewódzki Rejestr Zabytków” pod tym samym numerem rejestru pojawiają się dwa różne obiekty.

Ma to bardzo istotne znaczenie – jeżeli faktycznie budynek byłby wpisany do rejestru zabytków, to potencjalny inwestor musi prowadzić prace remontowe zgodnie z wytycznymi Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

Brak pomysłu miasta 

Nie zmienia to faktu, że miasto w dalszym nie do końca ma pomysł na ten budynek. Czy czeka go podobny los, jaki spotkał zlikwidowany zabytkowy obiekt przy obecnym Placu Farskim?

Czy zamiast inwestować miliony na Plac Farski, wystarczyło część puli przeznaczyć na budynek Martineum?

Może warto iść za przykładem Bierunia, który ogłosił przetarg na remont budynku dworca, jaki będzie częścią nowoczesnego węzła przesiadkowego?

Czas pokaże jakie będą jego dalsze losy. Oby nie były takie, jak Budynku Generalnej Dyrekcji Dóbr Książęcych w Pszczynie, który został sprzedany prywatnemu inwestorowi w 2007 roku i od tamtego czasu niszczeje.

 

 

Redakcja

Redakcja serwisu TwojeStrony.info